czwartek, 27 października 2016

Moja dzielnica - Ajuda


"Jesteśmy z Ajudy"

Wylądowałam tu w pierwszy dzień, od razu po przyjeżdzie. To jeden z plusów załatwiana mieszkania przed wyjazdem na Erasmusa – od razu masz swoje mieszkanie. Pomimo, że żar lał się z nieba i nie mogliśmy z Vasco znaleźć kawiarni wskazanej przez właściciela mieszkania, a byliśmy okropnie głodni, dzielnica do której trafiłam zachwyciła mnie. Od razu podzieliłam się pewnym spostrzeżeniem z moim portugalskim kolegą: „Ta dzielnica wygląda dokładnie jak z wyobrażeń Polaka o Portugalii”. Wiecie, białe i kolorowe domki, azulejo na ścianach, w oddali widać cudownie niebieską wodę, tuż koło ciebie przejeżdża żółty tramwaj… Tak, to moja dzielnica, Ajuda, o której Wam dziś opowiem.




Ajuda mieści się ona na jednym ze wzgórz Lizbony, na zachód od centrum, na północ od sławnej dzielnicy Belem. Jak to napisali w przewodniku po Portugalii, który kupiłam już jakiś czas temu: „(..) jest uważana przez niektórych za dzielnicę najbardziej autentyczną.” Można ją podzielić na główną Ajudę, obszar wokół ulicy Boa Hora i Alto da Ajuda (czyli po prostu „nad Ajudą”). W tej ostatniej mieszkam ja.





Parafia istniała tutaj już od XVI wieku, jednak podczas trzęsienia ziemii w 1551 roku Ajuda bardzo ucierpiała. W 1762 została częścią gminy Lizbony i przestała być tylko podmiejską miejscowością. Dodatkowo rozwinęła się na przełomie XVIII i XIX wieku dzięki  rezydencji rodziny Braganca, czyli Palacio da Ajuda. Dzielnicę głównie zamieszkiwali rzemieślnicy i wyrobnicy, chcąc znaleźć w niej nową szansę na życie. 



Ajuda składa się przeważnie z domów jednorodzinnych, mniejszych i większych. Pomalowane są na biało lub na pastelowe kolory, czasem można dostrzec na nich azulejo. Idąc w dół od mojego domu przy Rua Dos Marcos (a raczej jednej z jej odnóg) dojdziemy do ulicy Calçada da Ajuda, gdzie kręci się życie dzielnicy. Idąc ciągle w dół, mijajamy restauracje, tascas (małe restauracje, w których można zjeść, napić się codziennej um cafe lub pokibicować swojej drużynie przy piwie) i sklepiki, w których znajdziemy wszystko, co tylko chcemy. Tą drogą dojdziemy do Belem, szerzej znanej wszystkim turystom. 



Lubię się tak po prostu włóczyć tą główną ulicą, wstąpić do mojej ulubionej tascy na piwo, robiąc tym samym zamieszanie, ponieważ starsi panowie dobrze wiedzą, że jestem „nietutejsza” albo do cafeterii tuż przy moim domu, by napić się kawy i kupić coś od przemiłej pani, która nie zważa na mój dziwny akcent. 

Idąc wciąż w dół w kierunku Belem, gdy skręcimy w lewo w jedną z uliczek dojdziemy do obszaru, który nazywa się Boa Hora. Wciąż jest to dzielnica Ajuda, lecz rozmawiając o niej, mówimy Boa Hora i koniec. To tu idę, gdy bankomant przy Calçada nie ma pieniędzy (zwłaszcza w niedziele). Przy Boa Hora mieści się parafia A Nossa Senhoria da Ajuda, a dokładnie naprzeciwko niej targ rybny, na który jeszcze nie udało mi się dotrzeć. 
Jednym z ważniejszych punktów całej dzielnicy Ajuda jest Palacio da Ajuda, pałac rodziny królewskiej zbudowany w stylu neoklasycystycznym, lecz także z elementami barokowymi. Spoglądając na niego z jednej strony (po której znajdziemy parking i przystanek autobusowy) zobaczymy wspaniały pałac. Jednak od drugiej strony, przy Calçada de Ajuda, widzimy niezbyt ciekawe ruiny i reklamę wystaw pałacowych. Nad samym Palacio da Ajuda chciałabym się skupić w osobnym poście, ponieważ odwiedziłam go w środku, nie mogłam oderwać wzroku od jego wnętrz  i nie rozumiem, dlaczego turyści go omijają w swoim zwiedzaniu Lizbony.  





 




 Tuż obok Pałacu, mamy kolejną perełkę tej dzielnicy, także omijaną przez turystów. Jardim Botanico de Ajuda, czyli pierwszy ogród botaniczny w całej Portugalii. Powstał w 1768 roku i znajduje się w nim około 5000 gatunkó w roślin. Od 1910 roku aż do chwili obecnej zajmuje się nim Instituto Superior de Agronomia

Nie jest duży, ale jest ma w sobie pewien urok. Może wydawać się suchy i niezbyt ciekawy – ale jego wygląd zależy od pory roku, ponieważ w każdej kwitną inne rośliny. W samym parku działa także restauracja, w której miałam okazję zobaczyć przyjęcie weselne, a tuż obok, w małych ogrodach, przyjęcie urodzinowe dla dziecka. 

Z tego parku wyniosłam wiele pięknych zdjęć i jak się okazało, nie tylko ja, ponieważ pewna para młoda zdecydowała się w ten dzień zrobić tam sesję ślubną :) Warto odwiedzić park dla samej przyjemności i odpoczynku, zwłaszcza że koszt jest niewielki. Bilet kosztuje 2 euro, dla studentów i uczniów to zaledwie 1 euro, jednak można też wykupić całoroczny bilet na wejścia.













Gdy już zostawimy Palacio da Ajuda i Jardim za sobą, możemy udać się w inną część dzielnicy Ajuda, czyli do Parku Monsanto. Osadzony jeszcze wyżej niż Ajuda, na wzgórzu, jest idealnym miejscem na spacery, jogging i niedzielny odpoczynek.  Zdjęcia z parku Monsanto wkrótce, gdy wybiorę się tam na piwo z kolegą ;) Na pewno przyniesiemy mnóstwo zdjęć, bo park jest naprawdę rozległy!

Ajuda może być daleko, może nie mieć barów ani dobrego dojazdu – jednak to chyba właśnie te rzeczy mi się w niej podobają! 



Mam nadzieję w kolejnych postach zabrać Was do Coimbry na szalone, studenckie święto, największego miejsca dla hispterów LX Factory oraz trochę na stare miasto Lizbony! Jak tylko znajdę trochę czasu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz