| "Jesteśmy z Ajudy" |
Wylądowałam
tu w pierwszy dzień, od razu po przyjeżdzie. To jeden z plusów załatwiana
mieszkania przed wyjazdem na Erasmusa – od razu masz swoje mieszkanie. Pomimo,
że żar lał się z nieba i nie mogliśmy z Vasco znaleźć kawiarni wskazanej przez
właściciela mieszkania, a byliśmy okropnie głodni, dzielnica do której trafiłam
zachwyciła mnie. Od razu podzieliłam się pewnym spostrzeżeniem z moim
portugalskim kolegą: „Ta dzielnica wygląda dokładnie jak z wyobrażeń Polaka o
Portugalii”. Wiecie, białe i kolorowe domki, azulejo na ścianach, w oddali
widać cudownie niebieską wodę, tuż koło ciebie przejeżdża żółty tramwaj… Tak,
to moja dzielnica, Ajuda, o której Wam dziś opowiem.
Ajuda mieści się ona na jednym ze wzgórz Lizbony, na zachód od centrum, na
północ od sławnej dzielnicy Belem. Jak to napisali w przewodniku po Portugalii,
który kupiłam już jakiś czas temu: „(..) jest uważana przez niektórych za
dzielnicę najbardziej autentyczną.” Można ją podzielić na główną Ajudę,
obszar wokół ulicy Boa Hora i Alto da Ajuda
(czyli po prostu „nad Ajudą”). W tej ostatniej mieszkam ja.
Parafia istniała tutaj już
od XVI wieku, jednak podczas trzęsienia ziemii w 1551 roku Ajuda bardzo
ucierpiała. W 1762 została częścią gminy Lizbony i przestała być tylko
podmiejską miejscowością. Dodatkowo rozwinęła się na przełomie XVIII i XIX
wieku dzięki rezydencji rodziny Braganca, czyli Palacio da Ajuda. Dzielnicę głównie zamieszkiwali
rzemieślnicy i wyrobnicy, chcąc znaleźć w niej nową szansę na życie.
Ajuda składa się przeważnie z domów jednorodzinnych, mniejszych i większych.
Pomalowane są na biało lub na pastelowe kolory, czasem można dostrzec na nich
azulejo. Idąc w dół od mojego domu przy Rua Dos Marcos (a raczej jednej z jej
odnóg) dojdziemy do ulicy Calçada da Ajuda, gdzie kręci się życie dzielnicy. Idąc
ciągle w dół, mijajamy restauracje, tascas (małe restauracje, w których
można zjeść, napić się codziennej um cafe lub pokibicować swojej drużynie przy
piwie) i sklepiki, w których znajdziemy wszystko, co tylko chcemy. Tą drogą dojdziemy do Belem, szerzej
znanej wszystkim turystom.
Lubię się tak po prostu włóczyć tą główną
ulicą, wstąpić do mojej ulubionej tascy na piwo, robiąc tym samym
zamieszanie, ponieważ starsi panowie dobrze wiedzą, że jestem „nietutejsza”
albo do cafeterii tuż przy moim domu, by napić się kawy i kupić coś od przemiłej
pani, która nie zważa na mój dziwny akcent.
Idąc wciąż w dół w kierunku Belem, gdy skręcimy w lewo w jedną z uliczek
dojdziemy do obszaru, który nazywa się Boa Hora. Wciąż jest to dzielnica Ajuda,
lecz rozmawiając o niej, mówimy Boa Hora i koniec. To tu idę, gdy bankomant
przy Calçada nie ma pieniędzy
(zwłaszcza w niedziele). Przy Boa Hora mieści się parafia A Nossa Senhoria da
Ajuda, a dokładnie naprzeciwko niej targ rybny, na który jeszcze nie udało mi
się dotrzeć.
Jednym z ważniejszych punktów całej dzielnicy Ajuda jest Palacio da Ajuda, pałac rodziny królewskiej zbudowany w stylu neoklasycystycznym, lecz także z elementami barokowymi. Spoglądając na niego z jednej strony (po której znajdziemy parking i przystanek autobusowy) zobaczymy wspaniały pałac. Jednak od drugiej strony, przy Calçada de Ajuda, widzimy niezbyt ciekawe ruiny i reklamę wystaw pałacowych. Nad samym Palacio da Ajuda chciałabym się skupić w osobnym poście, ponieważ odwiedziłam go w środku, nie mogłam oderwać wzroku od jego wnętrz i nie rozumiem, dlaczego turyści go omijają w swoim zwiedzaniu Lizbony.
Jednym z ważniejszych punktów całej dzielnicy Ajuda jest Palacio da Ajuda, pałac rodziny królewskiej zbudowany w stylu neoklasycystycznym, lecz także z elementami barokowymi. Spoglądając na niego z jednej strony (po której znajdziemy parking i przystanek autobusowy) zobaczymy wspaniały pałac. Jednak od drugiej strony, przy Calçada de Ajuda, widzimy niezbyt ciekawe ruiny i reklamę wystaw pałacowych. Nad samym Palacio da Ajuda chciałabym się skupić w osobnym poście, ponieważ odwiedziłam go w środku, nie mogłam oderwać wzroku od jego wnętrz i nie rozumiem, dlaczego turyści go omijają w swoim zwiedzaniu Lizbony.
Tuż obok Pałacu, mamy kolejną perełkę tej dzielnicy, także omijaną przez
turystów. Jardim Botanico de Ajuda,
czyli pierwszy ogród botaniczny w całej
Portugalii. Powstał w 1768 roku i znajduje się w nim około 5000 gatunkó w
roślin. Od 1910 roku aż do chwili obecnej zajmuje się nim Instituto Superior de Agronomia.
Nie jest duży, ale jest ma w sobie
pewien urok. Może wydawać się suchy i niezbyt ciekawy – ale jego wygląd
zależy od pory roku, ponieważ w każdej kwitną inne rośliny. W samym parku
działa także restauracja, w której miałam okazję zobaczyć przyjęcie weselne, a
tuż obok, w małych ogrodach, przyjęcie urodzinowe dla dziecka.
Z tego parku wyniosłam wiele pięknych zdjęć i jak się okazało, nie tylko ja,
ponieważ pewna para młoda zdecydowała się w ten dzień zrobić tam sesję ślubną :) Warto odwiedzić park dla
samej przyjemności i odpoczynku, zwłaszcza że koszt jest niewielki. Bilet
kosztuje 2 euro, dla studentów i uczniów to zaledwie 1 euro, jednak można też
wykupić całoroczny bilet na wejścia.
Gdy już zostawimy Palacio da Ajuda i Jardim za sobą, możemy udać się w inną
część dzielnicy Ajuda, czyli do Parku Monsanto. Osadzony jeszcze wyżej niż
Ajuda, na wzgórzu, jest idealnym miejscem na spacery, jogging i niedzielny odpoczynek.
Zdjęcia z parku Monsanto wkrótce, gdy wybiorę się tam na piwo z kolegą
;) Na pewno przyniesiemy mnóstwo zdjęć, bo park jest naprawdę rozległy!
Ajuda może być daleko, może nie mieć barów ani dobrego dojazdu – jednak to
chyba właśnie te rzeczy mi się w niej podobają!
Mam nadzieję w kolejnych postach zabrać Was do Coimbry na szalone, studenckie
święto, największego miejsca dla hispterów LX Factory oraz trochę na stare
miasto Lizbony! Jak tylko znajdę trochę czasu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz