Nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo –
ten blog ma już 3 lata, a teraz Angie wraca na niego z wielkimi marzeniami.
Zapewne gdybym nie wyjechała z Polski, nigdy nie odnowiłabym bloga, pomimo
obiecanek składanych samej sobie i stosu zdjęć na dysku z podróży. Zacznę więc
od decyzji, którą podjęłam już kilka lat temu, a dzięki której znów zachciało
mi się pisać bloga. Czyli wyjazdu na Erasmusa do Portugalii.
O tym, że wyjadę na Erasmusa wiedziałam
już od liceum – nie byłam pewna, jak to działa , ale byłam pewna, że GDZIEŚ
wyjadę. Idąc na filologię portugalską moim celem było wyjechanie na Erasmusa,
żeby jeszcze lepiej poznać język, ale jakoś nie chciałam zauważyć, że potrzeba
mi do tego wysokiej średniej… Studiując kulturoznawstwo wszystko
było łatwiejsze, mniej osób chciało wyjechać, a mój wydział akurat miał
Portugalię na swojej liście oferowanych krajów. Pomimo tego, że porzuciłam
filologię portugalską po roku (a raczej ona porzuciła mnie), to nie chciałam,
by moja minimalna wiedza z tego języka się zmarnowała. Chciałam też spróbować
czegoś nowego, odkryć nowy kraj, który jakkolwiek przez te studia stał mi się
bliski. Chciałam doznać tego kulturowego szoku, o którym ciągle mówię w mojej
pracy wolontariusza z uczniami z wymiany. I stało się.
Wyboru nie miałam zbyt dużego co do uniwersytetów i miast– jeśli Portugalia, to tylko Lizbona. Nie żeby Lizbona nie była piękna. Ale to jednak stolica, studentów dużo, Erasmusów jeszcze więcej, wszystko droższe. Ale nie było co narzekać, więc Lizbona! Tak trafiłam do Institute of Social and Political Sciences, czyli oddziału Uniwersytetu Lizbońskiego, w którym uczęszczam głównie na zajęcia z tutejszego dziennikarstwa i antropologii (zarówno z licencjatu jak i magisterki). ISFołożonego na malowniczych wzgórzach dzielnicy Ajuda, na kampusie pośród innych budynków uniwersyteckich. Tuż obok podobno są nie za ciekawe dzielnice, a przynajmniej tak mówi właściciel mojego mieszkania, ale kto by się tam aż tak bardzo przejmował, skoro widok na czerwony most 25 de Abril jest taki piękny?
W Lizbonie mieszkam już od miesiąca.
Zdecydowałam się na mieszkanie jak najbliżej uniwersytetu (5 minut na
piechotę!), a co za tym idzie – nie mam dostępu do metra ani wielu nocnych
autobusów podwożących mnie pod sam dom. Bez metra żyłam całe życie, więc żyję
bez niego i w Lizbonie, a bez nocnych… Nie jest tak źle, jeśli wraca się przed
2:00. Jeśli później, jeden nocny autobus może dowieźć mnie do dzielnicy Belem,
a stamtąd mam dobre 25-30 minut pod górkę. W stanie po imprezie nie jest to
zachęcająca opcja!
Mój uniwersytet – ISCSP - reklamuje
się jako ten, który daje praktyczną wiedzę, z czym po części się zgadzam. Na
wielu przedmiotach mamy do wyboru egzamin końcowy lub pracę w ciągu semestru i
czasem mały test. Jak wygląda ta druga opcja? Powiem tyle, że w tym semestrze
na ocenę piszę bloga i nagrywam reportaż o postępie w technologii. Szczerze
mówiąc, jeszcze nie doszłam do tego, co mam zrobić na resztę przedmiotów, ale z
pewnością jest to coś równie twórczego. Sam budynek uniwersytetu
wygląda jak szara bryła, jednak w środku jest nowoczesny, przestronny oraz
posiada wielkie patio, na którym można się wygrzewać do słońca ;)
Pisanie bloga na ocenę to jeden z powodów
dlaczego wróciłam na tę zapomnianą stronę. Trzeba go było ulepszyć, poprawić,
zmienić wygląd, dodać wiele rzeczy… tak, żeby mnie usatysfakcjonował (jeszcze
się to nie stało) Tak więc w zakładce „Angie speaks English” piszę
posty, które będą potem czytanie przez moją wykładowczynię. Mogłam wybrać
dowolny temat, jedynie muszę wprowadzać czasem coś więcej niż tylko tekst i zdjęcia.
Zdecydowałam się na opisywaniu Krakowa w 7 punktach w każdym poście – 7 miejsc,
7 wydarzeń, 7 barów, 7 muzeów… i tak dalej. Na ile to będzie ciekawe i
wiarygodne, przekonamy się.
Co do samej Portugalii i życia w niej – na
razie słucham. Słucham portugalskiego, mało mówię po portugalsku. Nie chodzę na
kurs, który zaczynał się od poziomu A1, za to przywiozłam ze sobą masę książek
z filologii, które zamierzam wypełniać na własną rękę (trzymajcie kciuki,
bardzo ciężko zmusić sie samemu do takiej nauki!). Ponadto nie mieszkam z
Erasmusami – mój mały domek dzielę z dziewczynami z Guimarães(północ Portugalii) orazz Wysp Zielonego
Przylądka.
Gdy mnie pytały, czego dotychczas nie
polubiłam w Portugalii, znalazłam kilka takich rzeczy. Zapach ryb w
supermarketach, wielkość piwa, słabo oznakowane przystanki, rozkłady jazdy, z
których nie wiesz, kiedy twój autobus przyjdzie (jeśli w ogóle raczy się
pojawić) oraz zabronienie mi używania komputera na niektórych zajęciach.
A co już pokochałam w Portugalii i
Lizbonie? Wszechobecną
zieleń, słońce, słony ocean nad plażami, których piasek jest niesamowicie
miękki, targi staroci lub designu co weekend, LX Factory dla
hispterów, szalone studenckie tradycje, owoce morza w restauracji w
Cascais, widoki z lizbońskich wzgórz, street art w Lizbonie. Także to, że
coraz częściej potrzebuje portugalskiego, codziennego espresso (um café lub uma bica).

Erasmus, tak jak raczej każda wymiana, nie
jest łatwy, zwłaszcza gdy wyjeżdżasz sam, nie chodzisz na zbyt wiele dzikich
imprez, twoja kochana współlokatorka musi pracować (i tylko narzeka, że
zwiedzasz miasto sama), nie mieszkasz z innymi Erasmusami, a do portugalskich
znajomych czasem ciężko się dobić lub ich w ogóle znaleźć. Oraz jak śpisz za
dużo i oglądasz za dużo seriali, bo możesz. Dlatego też po miesiącu, kolejny
raz podczas mojego pobytu, znów budzę się do życia. Ana, moja współlokatorka,
powiedziała mi raz jedno zdanie (w kontekście komunikacji publicznej, ale
później odniosła się od ogółu sytuacji): „In Portugal things suppose
to work, but … mostly they don’t”. Wyniosłam to zdanie na piedestały
jako motto mojego Erasmusa i tego się trzymam!
Zamek św. Jerzego
Jeśli chcecie być na bieżąco z piękną portugalską pogodą i moim "nudnym" życiem, odwiedzajcie mojego Instagrama @angie_alltime, na którym zamieszczam najwięcej zdjęć oraz Snapchata angiealltime. Przyznaję, że od obu rzeczy jestem uzależniona, więc do tam pokazuję wszystko, co mnie otacza.
W najbliższych postach pokaże Wam dzielnicę, w której mieszkam, cudowne Cascais oraz szaloną, studencką Coimbrę! <3
Jeśli chcecie być na bieżąco z piękną portugalską pogodą i moim "nudnym" życiem, odwiedzajcie mojego Instagrama @angie_alltime, na którym zamieszczam najwięcej zdjęć oraz Snapchata angiealltime. Przyznaję, że od obu rzeczy jestem uzależniona, więc do tam pokazuję wszystko, co mnie otacza.
W najbliższych postach pokaże Wam dzielnicę, w której mieszkam, cudowne Cascais oraz szaloną, studencką Coimbrę! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz