wtorek, 18 października 2016

A gdyby nie Portugalia...


Nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo – ten blog ma już 3 lata, a teraz Angie wraca na niego z wielkimi marzeniami. Zapewne gdybym nie wyjechała z Polski, nigdy nie odnowiłabym bloga, pomimo obiecanek składanych samej sobie i stosu zdjęć na dysku z podróży. Zacznę więc od decyzji, którą podjęłam już kilka lat temu, a dzięki której znów zachciało mi się pisać bloga. Czyli wyjazdu na Erasmusa do Portugalii.


O tym, że wyjadę na Erasmusa wiedziałam już od liceum – nie byłam pewna, jak to działa , ale byłam pewna, że GDZIEŚ wyjadę. Idąc na filologię portugalską moim celem było wyjechanie na Erasmusa, żeby jeszcze lepiej poznać język, ale jakoś nie chciałam zauważyć, że potrzeba mi do tego wysokiej średniej…  Studiując kulturoznawstwo wszystko było łatwiejsze, mniej osób chciało wyjechać, a mój wydział akurat miał Portugalię na swojej liście oferowanych krajów. Pomimo tego, że porzuciłam filologię portugalską po roku (a raczej ona porzuciła mnie), to nie chciałam, by moja minimalna wiedza z tego języka się zmarnowała. Chciałam też spróbować czegoś nowego, odkryć nowy kraj, który jakkolwiek przez te studia stał mi się bliski. Chciałam doznać tego kulturowego szoku, o którym ciągle mówię w mojej pracy wolontariusza z uczniami z wymiany. I stało się.
Plaża w Carcavelos

Wyboru nie miałam zbyt dużego co do uniwersytetów i miast– jeśli Portugalia, to tylko Lizbona. Nie żeby Lizbona nie była piękna. Ale to jednak stolica, studentów dużo, Erasmusów jeszcze więcej, wszystko droższe. Ale nie było co narzekać, więc Lizbona! Tak trafiłam do Institute of Social and Political Sciences, czyli oddziału Uniwersytetu Lizbońskiego, w którym uczęszczam głównie na zajęcia z tutejszego dziennikarstwa i antropologii (zarówno z licencjatu jak i magisterki). ISFołożonego na malowniczych wzgórzach dzielnicy Ajuda, na kampusie pośród innych budynków uniwersyteckich. Tuż obok podobno są nie za ciekawe dzielnice, a przynajmniej tak mówi właściciel mojego mieszkania, ale kto by się tam aż tak bardzo przejmował, skoro widok na czerwony most 25 de Abril jest taki piękny?
Widok na Lizbonę i most 25 de Abril z Zamku św. Jerzego

W Lizbonie mieszkam już od miesiąca. Zdecydowałam się na mieszkanie jak najbliżej uniwersytetu (5 minut na piechotę!), a co za tym idzie – nie mam dostępu do metra ani wielu nocnych autobusów podwożących mnie pod sam dom. Bez metra żyłam całe życie, więc żyję bez niego i w Lizbonie, a bez nocnych… Nie jest tak źle, jeśli wraca się przed 2:00. Jeśli później, jeden nocny autobus może dowieźć mnie do dzielnicy Belem, a stamtąd mam dobre 25-30 minut pod górkę. W stanie po imprezie nie jest to zachęcająca opcja!

Mój uniwersytet – ISCSP -  reklamuje się jako ten, który daje praktyczną wiedzę, z czym po części się zgadzam. Na wielu przedmiotach mamy do wyboru egzamin końcowy lub pracę w ciągu semestru i czasem mały test. Jak wygląda ta druga opcja? Powiem tyle, że w tym semestrze na ocenę piszę bloga i nagrywam reportaż o postępie w technologii. Szczerze mówiąc, jeszcze nie doszłam do tego, co mam zrobić na resztę przedmiotów, ale z pewnością jest to coś równie twórczego. Sam budynek uniwersytetu wygląda jak szara bryła, jednak w środku jest nowoczesny, przestronny oraz posiada wielkie patio, na którym można się wygrzewać do słońca ;)

Pisanie bloga na ocenę to jeden z powodów dlaczego wróciłam na tę zapomnianą stronę. Trzeba go było ulepszyć, poprawić, zmienić wygląd, dodać wiele rzeczy… tak, żeby mnie usatysfakcjonował (jeszcze się to nie stało) Tak więc w zakładce „Angie speaks English” piszę posty, które będą potem czytanie przez moją wykładowczynię. Mogłam wybrać dowolny temat, jedynie muszę wprowadzać czasem coś więcej niż tylko tekst i zdjęcia. Zdecydowałam się na opisywaniu Krakowa w 7 punktach w każdym poście – 7 miejsc, 7 wydarzeń, 7 barów, 7 muzeów… i tak dalej. Na ile to będzie ciekawe i wiarygodne, przekonamy się. 
"Zanim spadniesz, uważaj, co robisz"
Co do samej Portugalii i życia w niej – na razie słucham. Słucham portugalskiego, mało mówię po portugalsku. Nie chodzę na kurs, który zaczynał się od poziomu A1, za to przywiozłam ze sobą masę książek z filologii, które zamierzam wypełniać na własną rękę (trzymajcie kciuki, bardzo ciężko zmusić sie samemu do takiej nauki!). Ponadto nie mieszkam z Erasmusami – mój mały domek dzielę z dziewczynami z Guimarães(północ Portugalii) orazz Wysp Zielonego Przylądka. 

Gdy mnie pytały, czego dotychczas nie polubiłam w Portugalii, znalazłam kilka takich rzeczy. Zapach ryb w supermarketach, wielkość piwa, słabo oznakowane przystanki, rozkłady jazdy, z których nie wiesz, kiedy twój autobus przyjdzie (jeśli w ogóle raczy się pojawić) oraz zabronienie mi używania komputera na niektórych zajęciach. 

A co już pokochałam w Portugalii i Lizbonie? Wszechobecną zieleń, słońce, słony ocean nad plażami, których piasek jest niesamowicie miękki, targi staroci lub designu co weekend, LX Factory dla hispterów, szalone studenckie tradycje, owoce morza w restauracji w Cascais, widoki z lizbońskich wzgórz, street art w Lizbonie. Także to, że coraz częściej potrzebuje portugalskiego, codziennego espresso (um café lub uma bica).

Erasmus, tak jak raczej każda wymiana, nie jest łatwy, zwłaszcza gdy wyjeżdżasz sam, nie chodzisz na zbyt wiele dzikich imprez, twoja kochana współlokatorka musi pracować (i tylko narzeka, że zwiedzasz miasto sama), nie mieszkasz z innymi Erasmusami, a do portugalskich znajomych czasem ciężko się dobić lub ich w ogóle znaleźć. Oraz jak śpisz za dużo i oglądasz za dużo seriali, bo możesz. Dlatego też po miesiącu, kolejny raz podczas mojego pobytu, znów budzę się do życia. Ana, moja współlokatorka, powiedziała mi raz jedno zdanie (w kontekście komunikacji publicznej, ale później odniosła się od ogółu sytuacji): „In Portugal things suppose to work, but … mostly they don’t”. Wyniosłam to zdanie na piedestały jako motto mojego Erasmusa i tego się trzymam!

                                                                      Zamek św. Jerzego

Jeśli chcecie być na bieżąco z piękną portugalską pogodą i moim "nudnym" życiem, odwiedzajcie mojego Instagrama @angie_alltime, na którym zamieszczam najwięcej zdjęć oraz Snapchata angiealltime. Przyznaję, że od obu rzeczy jestem uzależniona, więc do tam pokazuję wszystko, co mnie otacza.

W najbliższych postach pokaże Wam dzielnicę, w której mieszkam, cudowne Cascais oraz szaloną, studencką Coimbrę! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz